niedziela, 7 stycznia 2007

Chrzest Malutkiej :)

Dziś, tak jak pisałam wcześniej odbył się chrzest Mojej Ukochanej Siostrzenicy :) Wszystko zaczęło się już w domu, kiedy Mamusia Haneczki ubrała ja w piękną białę sukieneczkę, kapelusik i futerko…wyglądała pięknie, jak taki śliczny Malutki Aniołek, w końcu jest naszym ślicznym Aniołkiem ;) Pojechaliśmy całą rodzinką do Kościołka, gdzie wszystko zaczęło się zabawnie, bo Ksiądz się spóźnił, bo chyba o nas zapomniał, ale że to znajomy Ksiądz to wybaczyliśmy…było bardzo rodzinnie, bo w moim Kościele są dwie Kaplice- górna i dolna- i my byliśmy w dolnej…tylko my, tzn. Rodzice, Rodzice Chrzestni, Dziadkowie, wujkowie, ciotki itd. w sumie razem z Księdzem 18 osób…Hania całą Mszę grzecznie spała, nawet w trakcie Chrztu nie zakwiliła…i otrzymała imiona: Hanna Katarzyna…obudziła sie dopiero po zakończeniu Mszy, kiedy to zgłodniała, więc jak tylko przyjechaliśmy do restauracji, gdzie mieliśmy zamówiony obiad i podwieczorek, to Hania zjadła, a później reszta rodzinki. Ale to dopiero po rozdaniu prezentów, Malutka dostała naprawdę ładne prezenty, łańcuszki, pieniążki, pamiątki Chrztu Świętego, ubranka, zabawkę (piesek który szczeka, gra różne muzyczki, świeci się i bije mu serduszko, wystarczy tylko nacisnąć nosek serduszko czy kość i już), album na zdjęcia i takie tam różne. Po obiedzie podwieczorek, sesja zdjęciowa Hani z członkami Rodzinki, później jeszcze rodzice i siostra mojego szwagra przyjechali do nas na drugi podwieczorek, a Chrzestny z Żoną i córką wrócili do domu (mój szwagier nie pochodzi z Wrocławia i jego rodzina nie mieszka tutaj). Hania przez cały czas była bardzo grzeczna, najgłośniej płakała, jak tylko wróciła do domciu. Ale Chrzciny były naprawdę udane…jestem zadowolona z mojej Ukochanej Chrześniaczki.
Po powrocie musiałam niestety trochę sie pouczyć i jeszcze trochę mi zostało, ale to za chwilkę…zdążę na pewno ;)
Później odpiszę na Wasze komcie i może coś tu dopiszę…teraz do nauki jeszcze znikam.

Oleńko, dziękuję za pamięć w imieniu swoim, Rodziców Malutkiej, a przede wszystkim Naszego Aniołka :*:*:*

DOPISEK, godzina 19:26

Mimo pozytywnych niektórych treści na tym blogu nie jest ze mną wcale najlepiej. Gubię się…Uciekam w naukę i co z tego skoro nie umiem nie mysleć o najważniejszych dla mnie sprawach, o Najważniejszej dla mnie Osobie…
Kiedy płaczę, zawsze wydaje mnie się, że więcej łez nie wyleję, że to już wszystkie łzy, ale przychodzi kolejmy płacz i kolejne łzy spływają po policzkach mych…a i tak…
Nie zrozumie tego nikt, nie zrozumie, bo nie jest mną, nie zrozumie bo nie i koniec…nie wiecie nawet jak się wobec mnie zachowywał…jak sie mną opiekował i ocierał moje łzy…nic nie wiecie i nie jesteście w stanie tego zrozumieć…sorki…nieważne…

Każdego prawie dnia czuję, że On myśli o mnie, że kocha i czuje to tak samo mocno jak ja, że Jest, choć są też te czarne myśli, choć trudno mi uwierzyć, że po tym wszystkim co się między nami zdarzyło mógłby mnie oszukać…ponoć „nic dwa razy się nie zdarza”, a kiedyś ktoś juz oszukał…mam nadzieję, że to się już nie powtórzy…

A strach jest tak wielki, że nie jesteście w stanie sobie tego wyobrazić…

Chciałabym powiedzieć kiedyś, że warto było…
Nie chciałabym powiedzieć kiedyś, że byłam głupia i naiwna…
I niech się spełni…bo ja…

Kocham…

i żadne złe słowo mnie w tym nie złamie…
choć te czarne myśli też są…

Kocham choć boję się przyszłości…

Kto mnie przytuli??

Mam w zanadrzu dwie notki, niedługo pojawią się tu na blogu ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz