Wiek nie miał nigdy dla mnie większego znaczenia. Mam tu przede wszystkim na myśli facetów. Zawsze odkąd pamiętam rozmawiałam zarówno z rówieśnikami, jak i młodszymi czy starszymi ode mnie ludźmi. Im jestem starsza tym ważniejsza jest dla mnie rozmowa i nie zwracam uwagi czy dany mężczyzna jest moim rówieśnikiem, czy jest starszy czy młodszy. Jestem inteligentną osobą i nie ma dla mnie też znaczenia, jakie wykształcenie ma dana osoba, bo myślę, że w rozmowie to też nie jest najważniejsze. Ale z biegiem czasu zauważyłam, że chociaż mogę rozmawiać z wieloma osobami, to jednak jeśli chodzi o związki uczuciowe z mężczyznami to nawet kilka lat różnicy to duża przepaść, zresztą jak dla mnie. Bo mężczyzna kilka lat starszy ode mnie tak o 7 czy 9 lat (bo 4 czy 5 lat to jeszcze nie przepaść) ma zupełnie inne spojrzenie na świat, inne oczekiwania, myśli poważniej o sobie, o świecie, o miłości. I choć możemy być na podobnym poziomie intelektualnym i możemy porozmawiać naprawdę o wielu sprawach to jednak nie mogłabym z kimś takim związać się na poważnie. Ja przy kimś takim jestem młoda i głupia, naiwna i mając pstro w głowie nie mogłabym być z kimś, kto jest w takim wieku, że myśli o założeniu rodziny, zarabianiu na siebie i rodzinę czy ma poważne plany na przyszłość. Ja jeszcze o tym nie myślę, nie myślę o dzieciach, mężu, to jeszcze nie ten wiek, nie ta chwila. Jestem poważniejsza od moich rówieśników, ale tak naprawdę mam pstro w głowie. Te 7, 8 czy 9 lat różnicy między mną a starszym mężczyzną to przepaść raczej nie do ogarnięcia moim małym rozumkiem, że tak się wyrażę. Inne oczekiwania, inne plany, inne spojrzenie, to nie przejdzie. I pisze tu tylko i wyłącznie o sytuacji, kiedy to mężczyzna jest starszy. Być może, jeśli bym się zakochała w osobie w takim wieku to kto wie, może bym się przekonała, na dzień dzisiejszy dla mnie taka różnica jest za duża, choć wiem, że takie związki też istnieją. Dla mnie to przepaść, ale pogadać zawsze z taka osobą mogę, w końcu zwykła rozmowa do niczego nie zobowiązuje i pisząc tę notkę nie miałam na myśli konkretnej osoby, to tylko takie moje przemyślenia.
Dopisek:
Bo są ludzie i parapety,
Bo są głupki i debile
Starcie, w którym główne roli zagrali (choć to nie film to rzeczywistość) członkowie męscy mojej rodzinki, debile z sąsiedztwa i dwóch policjantów zostało wygrane
i tylko pokazało, jacy oni są debilami (pisząc oni mam na myśli sąsiadów)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz