Ten tydzień był bardzo trudny. Za dużo chyba negatywnych emocji było we mnie, za bardzo wszystko brałam do siebie, najgorzej to chyba jest na tle pracy bo albo się wypaliłam albo po prostu nadzwyczajnie mam za dużo pracy i się nie wyrabiam. W piątek wróciłam do domu totalnie załamana i jak sobie pomyślę, że jutro muszę tam jechać to odechciewa mnie się wszystkiego, rzygam tym wszystkim, Jestem permanentnie zmęczona i nie chcę tam wracać. Wiem, że jutro tam pojadę i dam sobie ze wszystkim radę, ale muszę uspokoić się tak wewnętrznie i nie tylko z powodu pracy, ale są pewne sytuacje w moim życiu, które bardzo smucą i denerwują, i z którymi sama muszę się zmierzyć i nikt nie jest mi w stanie mnie na tle wesprzeć, żeby pomóc. To ja sama muszę się z tym zmierzyć, sama muszę to ogarnąć, sama muszę to zrozumieć, ale na tą chwilę wiem, że będzie to bardzo trudne, tym trudniejsze, że dotyczy mnie samej i mojego życia. Jeśli tego nie ogarnę to totalnie się załamię i wpadnę w jakiś ogromny dołek i depresję. To jest strasznie przykre, tym bardziej, że na tę chwilę nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Chodzę przygaszona i przybita i choć chwile z Mężem są na tyle cudowne, że mogę wtedy myśleć tylko o przyjemnych i dobrych rzeczach, to jednak wewnętrznie jestem takim lekkim wrakiem. Z drugiej strony zrobię wszystko, żeby nie wpaść w taki totalny dołek, zrobię wszystko, żeby nie popaść w depresję . Nie mogę niestety Wam napisać o co dokładnie chodzi, bo to jednak zbyt osobiste jest, a i tak jak dla mnie mocno się otworzyłam. Tak naprawdę to nie ja piszę tę notkę tyko moje palce „śmigają” po klawiaturze.
Poza tym w ostatni poniedziałek rozpoczął się u nas remont łazienki i jest totalna maskara, jak to w trakcie remontów. Ale trzeba i to przeżyć przez jeszcze jakiś czas.
Jeśli chodzi i dietę to widzę dobre postępy, waga spadła a ja powoli przyzwyczajam się do tego, ze nie jem chleba, słodyczy i różnych innych rzeczy – np pizzy, które do tej pory jadłam. W najbliższy wtorek wchodzę w kolejną fazę diety, w trakcie której będę mogła stosunkowo więcej jeść, z czego bardzo się cieszę. Schudłam już troszkę, co też mnie cieszy. Bywają chwile trudne w szczególności, jak widzę osoby, które jedzą rzeczy, których ja jeszcze jeść nie mogę, ale nie poddam się, nie mogę, nie chcę
Z pozywanych rzeczy to na pewno są w dalszym ciągu cotygodniowe spotkania z A. i K. ,Uwielbiam te nasze wyjścia, możemy się odprężyć, poplotkować, poobgadywać facetów
i takie tam babskie ploteczki 
Niestety na książki i listy nie mam czasu. Ksiązki niby czytam ale bardzo powoli jakoś mnie wciągnąć nie mogą, a na odpisania na 2 laty całkowicie nie mam czasu,
Na majówkę nigdzie niw wyjeżdżamy, ale mam nadzieję, że to będzie mile spędzony czas,
A na Konic notki coś już Wam znanego:
Związek / Małżeństwo
2281 Dni :* / 680 Dni :*
6 Lat, 3 Miesiące:* / 1 Rok 10 Miesięcy 11 Dni :*
75 Miesięcznica :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz