Sobota wyglądała tak:
- do godziny 13:30 dzień w miarę zwyczajny, śniadanie, spacer, obiadek
- następnie z Maluszkiem pojechaliśmy najpierw do pracy jego Taty, a następnie już w trójeczkę pojechaliśmy do znajomej krawcowej, która od urodzenia nie widziała naszego Synka, bo chorowała. Maluszek na początku trochę płakał, a potem już było ok
- w drodze powrotnej Maluszek zasnął, a potem już łobuzował w domu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz