niedziela, 3 grudnia 2006

O pewnej internetowej znajomości….

Chciałam dziś opisać pewną historię związaną z netem i z pewną znajomością wirtualną. Prawdziwa historia,bo sama ją przeżyłam…

Kiedyś tam (listopad 2005) poznałam Kogoś przez gadu- gadu. Dokładnie chodzi o mężczyznę. Bardzo szybko złapaliśmy wspólny kontakt, bardzo sie polubiliśmy i przywiązaliśmy się do siebie. Co dziwne mieszkaliśmy w jednym mieście (ja tu mieszkam od zawsze, on tu tylko studiował), a nigdy nie chciał się ze mną spotkać, nigdy nie chciał wysłać zdjęcia, ani podać numeru komórki, nawet po kilku miesiącach znajomości, kiedy wspieraliśmy sie nawzajem naprawdę bardzo mocno.Twierdził, że tak będzie lepiej, że robi tak tylko dla mojego dobra. Rozumieliśmy się jak mało kto, rozumiał mnie jak mało kto, wspierał jak mało kto i to tylko przez rozmowy na gadu. Przywiązałam się bardzo do niego, później musiał wyjechać daleko, ale po powrocie odezwał sie ponownie. On miał moje zdjęcie i wiedział co studiuję i kiedyś przez 3 godziny jeździł po moim mieście i szukał mojej uczelni, żeby mnie zobaczyć. I widział mnie przed moją uczelnią (opisał dokładnie wygląd mój- kolor kurtki szalik takie tam- i moich koleżanek)…chciał mnie za coś tam przeprosić, nawet przywiózł dla mnie Aniołka z porcelany i kwiaty (o czym ja się dowiedziałam nieco później już nie od Niego)…ale nie podszedł do mnie, nadal twierdził, że tak będzie lepiej…wtedy po raz pierwszy było mi źle, ale stwierdziłam, że jednak ma rację, zrozumiałam wtedy, czemu nie podszedł, czemu nigdy nie chciał się spotkać czy wysłać choć zdjęcia (ale zachowam to dla siebie). Nasza znajomość nadal po tym dobrze się układała, ale później się pokłóciliśmy…nie pamiętam już czy zdążyliśmy się pogodzić…ten Ktoś miał wypadek samochodowy (bodajże w dniu kłótni lub na drugi dzień), leżał nieprzytomny w szpitalu (wiem to wszystko od jego siostry, bo jak Jego nie było w kraju to z nią gadałam na gadu), nie miałam możliwości, żeby go odwiedzić, bo był w swoim mieście….nie odzyskał już przytomności…[*]….
Później od jego siostry dowiedziałam się, że prowadził pamiętnik, w którym zapisywał praktycznie każdą ze mną rozmowę, bardzo mile o mnie pisał, tam trzymał moje zdjęcie….tam było wszystko, nawet opisał naszą ostatnią kłótnię…nigdy tego nie czytałam, wszystko wiem od jego siostry…pamiętam, że nie mogłam długo otrząsnąć się po jego śmierci, bolało, bo straciłam najbliższą mi wtedy Osobę…w moim serduszku na zawsze pozostanie pamięć o NIM…

Jeden raz w życiu tak mocno się do kogoś przywiązałam i to przez internet, od czasu znajomosci z Nim, z nikim już na gadu nie rozmawiało mnie się tak dobrze, z nikim nie złapałam takiego kontaktu jak z NIM….są osoby z którymi świetnie się rozmawia (choćby z moim Dawidem, tyle ze do Dawida podchodzę inaczej, w końcu to mój Facet, bo nadal z Nim jestem, choć Jego nie ma w kraju, buziaczki Skarbie ;* ), ale to nie to samo…też jestem do wielu osób czy to z gadu czy z bloga przywiązana bardzo, ale to naprawdę nie to samo…Tamta znajomość była jedyna w swoim rodzaju….i na zawsze pozostanie w mojej pamięci…ZAWSZE…szkoda tylko, że zakończyła się tak smutno i calkiem niedawno to bylo ;(

Nie wiem czemu akurat dziś o tym tu napisałam…naprawdę nie wiem…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz