Kilka dni temu (nie powiem dokładnie kiedy) moi rodzice kupili bieżnię
I jedno wiem na pewno chyba ja najbardziej pokocham to urządzenie
Bo jak na razie jestem jedyną aktywną ‚spotsmenką’ w domu (a mieszkam z Rodzicami, siostrą, szwagrem i Siostrzenicą)
Staram się ćwiczyć codziennie, bo jeden dzień przerwy sprawia, że gorzej mi się potem ćwiczy
I powiem szczerze, że na razie bardziej na tym chodzę niż biegam, ale chodzę szybko (prędkość 6,4 km/h) i kalorie spalam (tak mniej więcej około 200- 300 kalorii dziennie), dziś zaliczyłam rekord 320 kalorii spalonych, choć myślę, że mogłabym nawet dojść do 400, bo wyjątkowo dobrze mi się chodziło 
I cieszę się, bo odpukać większych zakwasów nie miałam, na początku nic mi nie dolegało, potem bolały mnie łydki i mięśnie brzucha, dziś już nic nie boli, ale nie wiem jak będzie jutro, czas pokaże…ale mam nadzieję, że źle nie będzie…
Polubiłam taki wysiłek, dobrze jest tak się zmęczyć i mieć satysfakcję, że pokonało się samego siebie, bo tak to odbieram
Lubię to moje chodzenie, choć przez to trochę zaniedbuję czytanie (i pisanie listu też), ale jednak muszę to sobie jakoś w czasie zaplanować, bo bieżnia stoi w pokoju, gdzie nie codziennie mogę przebywać przez cały czas, bo ktoś inny z tego pokoju korzysta (nie chcę wdawać się w szczegóły), a takie planowanie dobrze się sprawdza.
Spytacie, czy taka bieżnia daje efekty, ja widzę już pierwsze drobne, ale widzę
ale nie powiem Wam gdzie, to tajemnica 
Zapewne, jak tradycja nakazuje
notka kolejna pojawi sie tutaj 26.04. 2012 r. , pewnie też wieczorkiem (teraz jest 22:18) lub popołudniu więc zapraszam chętnych do poczytania
A poza tym to u mnie, jak zawsze stosunkowo pracowicie i książkowo…ale przede wszystkim Miłośnie 
M. :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz